Karta kredytowa nie musi być droga

Karta kredytowa nie musi być droga

Karta kredytowa jest często przedstawiana jako sposób do wpadnięcia w spiralę długów. Pozwala korzystać z pieniędzy banku, który nalicza za to szereg opłat. Poradnik Inwestowania podpowiada jakie prowizje czekają na klientów, którzy nie zachowają dość rozsądku przy korzystaniu z kredytówki.

Pierwsza pułapka czeka na klientów w samej opłacie za posiadanie karty. Zwykle mamy kartę darmową, ale… przez pierwszy rok. Warto więc dokładnie zapoznać się z warunkami korzystania z karty i wybrać taką, która darmowa będzie także w kolejnych latach.

Część banków oferuje obniżki dla aktywnych klientów, po zrealizowaniu minimalnej kwoty obrotów. Kwota ta waha się w zależności od banku i wynosi od kilkuset złotych do półtora tysiąca złotych (mowa o podstawowych kartach, nie tych z półki premium). Osoby, które nie korzystają z karty na co dzień będą miały problem z realizacją tych założeń i zapłacą – rocznie jest to średnio 70-80 złotych.

Kolejne koszty mogą pojawić się już w związku z korzystaniem z plastikowego pieniądza. Karta kredytowa działa tak, że bank pozostawia klientowi określoną kwotę do dyspozycji, ale trzeba ją w określonym czasie zwrócić. Jeśli tego nie uczynimy, zapłacimy odsetki jak od kredytu, ale uwaga: odsetki liczą się do dnia wykonania transakcji, a nie od daty wymaganej spłaty. Nawet w przypadku kilku dni opóźnienia w spłacie, musimy więc już liczyć się z kosztami. Na chwilę obecną oprocentowanie kredytu w karcie nie może przekraczać 10 proc. w skali roku.

Jeśli ktoś zdecyduje się skorzystać z kredytu na karcie kredytowej, musi wiedzieć o istnieniu czegoś takiego jak spłata minimalna. Jest to minimalna kwota (zwykle kilka proc. zadłużenia, ale nie mniej niż np.50 zł), którą bez względu na wszystko trzeba spłacić na czas. W przypadku niespłacenia kwoty minimalnej, należy liczyć się z dodatkową prowizją, w wysokości kilkudziesięciu złotych.

Jak wspomnieliśmy wcześniej, zasada działania karty jest taka, że bank „pozostawia klientowi określoną kwotę do dyspozycji”. Czy to oznacza, że klient nie może skorzystać z większej kwoty? Otóż w przypadku korzystania z niektórych terminali (które nie łączą się online z bankiem by sprawdzić limit) istnieje taka możliwość, tylko musi liczyć się z kolejną prowizją. Za przekroczenie limitu karty znów trzeba będzie zapłacić – tym razem około 50 zł.

Jeśli klient nie będzie spłacał karty, doczeka się ze strony banku monitu. Może to być telefon od pracownika, może być wysłany list itd. W zależności od cennika za taki monit bank może pobrać nawet 100 złotych.

Przy planowaniu spłaty karty pamiętajcie koniecznie, że liczy się data dotarcia środków na rachunek, a nie „data stempla pocztowego”. Lepiej więc dokonać przelewu 1-2 dni robocze wcześniej, bo opóźnienie może wiązać się z kosztami.

Jeśli myślicie, że to koniec opłat, które mogą pojawić się przy karcie kredytowej, to jesteście w błędzie. Banki zachęcają do wykonywania przelewów z karty kredytowej. „Nie masz pieniędzy na koncie? Nie ma sprawy, dokonaj przelewu prosto z karty!” zachęcają komunikaty. Tylko że taki przelew to znów koszt kilku złotych. Uwagę zwracać należy też na istniejące w kartach ubezpieczenia. Niby są one nieobowiązkowe, ale banki zachęcają do korzystania i łatwo jest dać się namówić. Na przykład za ubezpieczenie karty od kradzieży zapłacimy kilka złotych miesięcznie, a za ubezpieczenie spłaty zadłużenia (np. w przypadku śmierci lub utraty pracy przez klienta) bank policzy ułamek procenta salda zadłużenia.